Głoszenie ekspozycyjne
Wspomnienia o Johnie MacArthurze
Wczoraj, 14 lipca 2025 r., o godzinie 18:17 (PST), pastor John MacArthur z Grace Community Church odszedł do obecności i radości swego Mistrza. Poniżej hołd składają mu wieloletni przyjaciele i współpracownicy w ewangelii:
- H.B. Charles
- Mark Dever
- Kevin DeYoung
- J. Ligon Duncan
- R. Albert Mohler
- John Piper
Od H.B. Charlesa Jr., pastora Shiloh Metropolitan Baptist Church w Jacksonville (FL, USA)
W moim pierwszym kościele wybuchł spór teologiczny. Wtedy trafiłem na książkę Johna F. MacArthura Jr. i poczułem się uzbrojony w prawdę, której potrzebowałem, by wytrwać. Następnie pochłonąłem wszystkie dostępne mi zasoby MacArthura. Kiedy odkryłem, że Sun Valley jest zaledwie trzydzieści minut drogi ode mnie, zacząłem odwiedzać Grace Community Church w niedzielne wieczory. Przez lata jego kazania i pisma ukształtowały moje biblijne przekonania i filozofię służby. A gdy poznałem doktora MacArthura osobiście, okazał się on jeszcze wspanialszym człowiekiem, naznaczonym pobożnością, pokorą i mądrością.
Moje świadectwo nie jest wyjątkowe. Pokolenie wierzących, zborów, pastorów, instytucji i organizacji zostało dotknięte wiernością tego wojownika ewangelii. Od jego pięćdziesięcioletniego przywództwa pasterskiego w Grace Church, przez ekspozycyjne głoszenie całego Nowego Testamentu (a w konsekwencji audycje radiowe i serię komentarzy), po dziesiątki książek nasyconych biblijną prawdą, po niezłomne przewodzenie The Master’s University and Seminary oraz wielu w całym kraju, którzy liczyli na jego jasny i konsekwentny głos biblijnej prawdy w obliczu błędu i zamieszania, John MacArthur był nieocenionym błogosławieństwem dla Kościoła Pana Jezusa Chrystusa. Gdy jego praca dobiega końca, jego wpływ będzie trwał przez wiele lat. Spoczywaj w pokoju, wierny żołnierzu krzyża.
Od Marka Devera, pastora Capitol Hill Baptist Church w Waszyngtonie (DC, USA)
John MacArthur wydawał się już stary, gdy pierwszy raz z nim rozmawiałem osobiście, a był wtedy młodszy, niż ja jestem dziś! Nie chodziło o to, że był słaby czy powolny. Po prostu, gdy rozmawialiśmy, był pastorem Grace Community Church od ponad 25 lat. Jego kazania, i ich opublikowana forma jako komentarze do NT, już były kamieniem węgielnym współczesnego chrześcijaństwa biblijnego. Dla mnie był starszym bratem, jak John Stott, Jim Boice, R.C. Sproul czy J.I. Packer. Wierny człowiek, któremu można zaufać.
Z biegiem lat, gdy bywaliśmy razem, w różnych kościołach i na konferencjach, w jego domu i w moim, doświadczyłem, jak wspaniałym człowiekiem był John. Nie doskonałym, ale zawsze życzliwym, niezmiennie uprzejmym i pokornie, radośnie zależnym od Jezusa Chrystusa. Nie we wszystkim się zgadzaliśmy, ale zawsze w tym, co najważniejsze. Gdy internetowi stronnicy próbowali nas skłócić, rozmawialiśmy przez telefon, wyrażaliśmy obawy, a zwłaszcza szacunek dla siebie nawzajem, zachęcając się do dobra. Jestem tylko jednym z niezliczonych pasterzy trzody Arcypasterza, których John potężnie i regularnie zachęcał. Myślę o modlitwie Pawła z 2Ts 1:11–12.
Ostatni raz rozmawialiśmy przez FaceTime kilka tygodni temu. Jego ciało było zmęczone, twarz zapadnięta, oczy jasne. Uśmiechając się, pytał o moją żonę, Connie. Wiedział o jej ostatnich problemach zdrowotnych i chciał wiedzieć, jak się miewa. Oto John, na progu własnego odejścia, szczerze pytał po imieniu o moją żonę. Taki był John: szczery co do swego stanu, zatroskany o innych. Mógłbym powiedzieć dużo więcej. Jestem głęboko wdzięczny. Tęsknię. Wyczekuję spotkania. Modlimy się za jego kościół, współstarszych, rodzinę, a szczególnie za jego ukochaną wdowę, Pat.
Maranatha!
Od Kevina DeYounga, pastora Christ Covenant Church w Matthews (NC, USA)
Dorastałem w tradycji kościelnej dalekiej od fundamentalistycznych i dyspensacjonistycznych kręgów, które ceniły Johna MacArthura. Nie sądzę, żebym przeczytał jakąkolwiek jego książkę ani wiele o nim słyszał, dopóki jako student nie poruszyła mnie książka Ewangelia według Jezusa.
Od tego czasu przeczytałem wiele jego książek i wysłuchałem wielu kazań (online i na żywo). Najbardziej zapamiętam jego niezachwiane oddanie kaznodziejstwu ekspozycyjnemu. Gdy dziś spotykam „człowieka MacArthura” czy „kościół MacArthura”, wiem, że będą absolutnie oddani natchnieniu, nieomylności i autorytetowi Biblii oraz nauczaniu tej Biblii werset po wersecie. To ogromne dziedzictwo.
W ostatnich 15 latach głosiłem z Johnem na różnych konferencjach i w jego własnym kościele. W każdej interakcji, na konferencji, przez telefon, na prywatnym spotkaniu, był wzorem uprzejmego ciepła i wielkoduszności. Na jego korzyść przemawia również to, że w Grace Community Church, The Master’s Seminary i The Master’s University spotykałem się z tym samym duchem łaski.
John był dla mnie zawsze życzliwy i zachęcający, co, jestem pewien, było udziałem wielu młodszych mężczyzn. Dziękuję za jego życie ukształtowane przez Biblię i posługę nią nasyconą.
Od J. Ligona Duncana, kanclerza Reformed Theological Seminary w Jackson (MS, USA)
Zaledwie kilka miesięcy temu, wiedząc, że zbliża się do końca swojej ziemskiej pielgrzymki, napisałem do Johna, by przypomnieć mu o mojej miłości i wdzięczności, podziękować za wierne życie i służbę oraz okazywaną przez lata życzliwość i wsparcie. Nie chciałem przegapić okazji, by go zachęcić i wyrazić wdzięczność. Zawsze będę cenił jego odpowiedź.
To Eric Alexander przedstawił mi Johna wiele lat temu, a mój brat John poznał go (pracując nad książkami i nagraniami hymnów z Johnem i Joni Eareckson Tadą) jeszcze wcześniej. Poznanie Johna było wielkim skarbem. Zwłaszcza w latach Together for the Gospel nasze drogi często się krzyżowały. Radością było służyć Słowem na konferencjach i cieszyć się jego towarzystwem.
Trudno wiedzieć, jak uczcić odejście giganta takiego jak John. Podobnie jak moi bracia z T4G, poświadczam jego szczerą łagodność we wszystkich osobistych kontaktach. Tak, John był lwem na ambonie, ale był też jednym z najbardziej uprzejmych i życzliwych chrześcijańskich dżentelmenów, jakich znałem. W ostatnich latach, gdziekolwiek jeździłem, spotykałem ludzi, którzy przyjęli suwerenność Boga, szczególność łaski i autorytet Słowa dzięki jego posłudze. John głosił Chrystusa. A Pan błogosławił tę służbę, przyprowadzając wiele zagubionych owiec do domu oraz karmiąc i strzegąc znalezione owce Słowem Bożym.
Teraz wierny pasterz w Izraelu został wezwany do domu przez Najwyższego Pasterza. Nasza strata, zysk Johna. Kocham cię, Johnie, i tęsknię.
Aż dzień zaświta i znikną cienie.
Od R. Alberta Mohlera, prezydenta The Southern Baptist Theological Seminary and Boyce College w Louisville (KY, USA)
John MacArthur był jednym z najważniejszych orędowników kaznodziejstwa ekspozycyjnego w swoim pokoleniu. Jego posługa głoszenia ekspozycyjnego, której centrum było Grace Community Church w Sun Valley (Kalifornia), promieniowała na cały świat, ucząc i zachęcając kaznodziejów.
Kochał kaznodziejów, lubił z nimi przebywać, słuchać ich, a jak wie cały świat, kochał kaznodziejstwo.
W Bożej opatrzności został powołany do lokalnego kościoła w jednym z najszybciej rozwijających się i najbardziej wpływowych regionów kraju. Był niezłomny i odważny. Bez ogródek mierzył się z fałszywym nauczaniem (i fałszywymi nauczycielami). Kształcił młodych ludzi i szkolił kaznodziejów. Regularnie zapraszał kaznodziejów na doroczną konferencję Shepherds Conference.
Głoszenie z Johnem MacArthurem było dla mnie wielką radością, a zapraszanie go na konferencję Together for the Gospel było ogromnym przywilejem, z którego wielokrotnie korzystałem. Był człowiekiem łaski, drogim przyjacielem, wielkim źródłem zachęty dla mnie i wielu innych. Nigdy nie splamił się skandalem moralnym ani nie porzucił wspaniałej sprawy prawdy biblijnej.
Był jedyny w swoim rodzaju, a my (Mark, Ligon i ja) będziemy mu na zawsze wdzięczni. John jest teraz u Pana, któremu wiernie służył. Naśladujmy jego przykład, idźmy naprzód i zakończmy bieg w wierności.
Od Johna Pipera, kanclerza Bethlehem Baptist College and Seminary w Minneapolis (MN, USA)
Stałem w podziwie, obserwując, co John MacArthur potrafił wydobyć z fragmentu Pisma, stojąc za kazalnicą. Jak to bywa w przypadku każdego potężnego kaznodziejstwa ekspozycyjnego, żaden opis nie odda w pełni tego, co czyni je tak poruszającym.
Tak, cechowała go krystaliczna jasność. Wiedziałeś dokładnie, co ma na myśli, a czego nie.
Tak, każdy punkt był wyraźnie umocowany w tekście. Widziałeś, skąd czerpie argumenty. Dbał o to.
Tak, odnosił się do palących problemów i wyzwań naszych czasów. Tekst niemal eksplodował aktualnością.
Tak, miał nienaganną dykcję. Bez „eee”, „yyy”, „wiecie”, „jakby”. Tylko naturalna prostota i precyzja.
Tak, był po prostu interesujący. Wierzył, że uczynienie Biblii nudną jest grzechem. Jak Słowo Stwórcy wszechświata mogłoby być nudne? Niezależnie od tego, czy wyjaśniał tło historyczne, czy współczesne spory, angażował słuchaczy.
Tak, cechował go zapał. Odczuwał wagę i powagę głoszonych prawd. Bóg i człowiek. Chrystus i szatan. Prawda i fałsz. Grzech i świętość. Życie i śmierć. Niebo i piekło. Czas i wieczność.
Tak, był autentyczny. Cały człowiek był obecny w przesłaniu. Nie było maski oddzielającej osobę od przekazu.
Tak, była w nim miłość. Miłość do Boga, do ewangelii, do prawdy, do trzody i do zgubionych.
I tak, miał autorytet. Nie była to jednak cecha jego osobowości, lecz „Tak mówi Pan!”, wynikające z bezwzględnego poddania się każdemu wersowi Pisma.
Jednak nawet gdy spiszemy te cechy potężnego kaznodziejstwa, moc pozostaje niewyjaśniona. Namaszczenie, święty żar, przeszywająca serce obecność Boga. Powaga, która rozbrzmiewa w sercu pieśnią. Radość, która wyciska łzy, otwierając niebiosa. Co możemy powiedzieć? To był dar.
Dziękuję Bogu za Johna MacArthura.
Tutaj znajduje się dłuższa wersja hołdu Pipera.
Przetłumaczone i opublikowane przez Centrum Edukacji Chrześcijańskiej.
