Głoszenie ekspozycyjne
Głoś całe kazanie
Kazanie ekspozycyjne zyskało popularność w ostatnich dekadach. Odkąd teologia reformowana porwała przekonania pełnych energii młodych, wysoki pogląd na Pismo nasycił wody ewangelikalizmu „wielkim Bogiem” i kalwinistyczną soteriologią. A gdy płynie się w nurcie doktryn łaski, kaznodziejstwo ekspozycyjne wydaje się czymś naturalnym. Nawet w kościołach, które nie są reformowane przez duże „R”, coraz częściej przechodzi się przez całe księgi Biblii po kolei, głosząc kazania, które ogłaszają główną myśl danego fragmentu.
Jednak w naszym przywiązaniu do metodycznej ekspozycji musimy dostrzec niebezpieczeństwo pójścia za daleko. O ile żarliwe apele często przenikają kazania tematyczne, o tyle kaznodzieje ekspozycyjni niekiedy ograniczają żarliwe wywyższenie Boga i zastosowanie aż do samego końca. Tok myślenia bywa następujący: skoro głoszę tekst i muszę dowieść poprawności jego interpretacji, to moje kazanie powinno wyglądać tak:
- Przeczytaj tekst.
- Zrób wstęp do kazania.
- Przeprowadź egzegezę wers po wersie.
- Uzasadnij główną myśl na podstawie egzegezy.
- Zakończ żarliwym wywyższeniem Boga lub zastosowaniem.
Niektórzy z nas wciąż kurczowo trzymają się dyplomów seminaryjnych, gdzie nauczyliśmy się najpierw egzegezy, a dopiero potem wywyższania Boga. Czujemy potrzebę, by naprawdę dowieść, że to, co mówimy, wynika z samego tekstu.
Musimy jednak uważać, by nie wpaść do homiletyczną pułapkę — taką, w której naprawdę zaczynamy głosić dopiero pod koniec. Owszem, kazanie ma być zbudowane wokół głównej myśli fragmentu. Jednak jeśli ludzie musieliby wyjść w połowie (mama, żeby nakarmić niemowlę albo ojciec, żeby zająć się dyscypliną), czy mieliby rację, mówiąc: „Szkoda, że musiałem wyjść, zanim on naprawdę zaczął głosić!”?
Zbyt często w kręgach ekspozycyjnych nasze kazania są jak rozsypane wnętrze skrzynki narzędziowej: „Oto co znaczy każda rzecz w tym fragmencie!”. W lepszych, lecz nadal nie idealnych przypadkach, nasze kazania są jak gwoździe: liczy się tylko przebicie się z główną myślą; jeśli słuchacze nie usłyszeli i nie zostali przekonani do głównej myśli, nasze kazanie było kiepskie.
Proponuję jednak lepszą drogę: konceptualizuj i głoś kazanie ekspozycyjne tak, jakby było wkrętem, a nie gwoździem.
Wkręt ma jeden główny punkt, ale ma też krawędź biegnącą wokół. Ta krawędź, niezależnie od jej ostrości, nie może być pomijana na rzecz punktu; jest raczej środkiem dojścia do głównego punktu.
Jeśli masz tylko główny punkt, twoje kazanie będzie gwoździem, a twoje głoszenie młotkiem. Albo wbijesz je ludziom do głów, albo nie; zależy, jak mocno uderzysz. Jednak jeśli twoje kazanie jest wkrętem, moc tkwi w całym procesie głoszenia i niezależnie od tego, czy „wejdzie” do końca, czy tylko częściowo, każdy słuchacz poczuje trochę siły danego fragmentu. A ci, którzy słuchają od początku do końca, zorientują się, że od dawna otrzymywali główną myśl.
Wkręt ma tak naprawdę jeden gwint prowadzący do jednego punktu, a jednak jeśli ściśniesz go z obu stron i spojrzysz z boku, możesz odnieść wrażenie, że ma wiele punktów. Tak czuje się zgromadzenie podczas dobrze utkanego kazania. Pomyślą, że kaznodzieja wygłosił wiele punktów. Mogą wręcz pomylić podpunkt (etap po drodze) z głównym punktem. Albo nie będą szukać jednej konkluzji; zadowolą się krawędzią, która przetnie serce w połowie drogi. I my będziemy zadowoleni, jeśli pochwycą dowolną krawędź kazania, bo wiemy, że wszystko prowadzi do jednego głównego punktu.
Powinniśmy głosić zastosowanie i mówić z siłą przekonywania przez całe kazanie. Powinniśmy głosić do ludzi przez cały czas, a nie dopiero po przejściu tekstu i udowodnieniu głównej myśli. Jeśli chcesz biblijnego przykładu, spójrz na List do Hebrajczyków. Zauważ, jak kaznodzieja przeplata egzegezę tekstów Starego Testamentu z ideami biblijno-teologicznymi, po czym wraca do zastosowań, wezwań i ostrzeżeń (Hbr 2:1–4; 3:1–2; 4:1–2.11.14–16; 6:1–3; 6:19–20; 10:19–25), wszystko po to, by dowieść słuchaczom głównej tezy, że Jezus jest lepszy niż wszystko, co oferowało Stare Przymierze. On naprawdę głosił całe kazanie! Gdyby karmiąca mama musiała wyjść pod koniec rozdziału 11, oczywiście coś by straciła, ale nie wszystko. Prawdopodobnie i tak mogłaby powiedzieć, że usłyszała „główny punkt”, choć ominęła końcówkę.
A więc głośmy kazania, nie jako logiczny wykład, i na pewno nie jako sam komentarz. Głośmy przez cały czas, przeplatając (stosownie do potrzeb) wyjaśnienie, wywyższenie, napomnienie i zastosowanie.
Przetłumaczone i opublikowane przez Centrum Edukacji Chrześcijańskiej.

