Biblijne przywództwo kościoła

Nieusatysfakcjonowany naszym duszpasterstwem… póki co

Article
04.07.2026

Przypis redakcji: Ten artykuł jest pierwszym z serii artykułów Bobiego Johnsona:

Część 1: Nieusatysfakcjonowany naszym duszpasterstwem… póki co (2014)

  1. Część 2: Nieusatysfakcjonowany naszym duszpasterstwem, póki co – ale robimy postępy (2016)
  2. Część 3: Nieusatysfakcjonowany naszym duszpasterstwem, póki co – ale idzie nam znacznie lepiej niż na początku (2018)

W przeciągu ostatnich czterech lat Bóg przynosił uzdrowienie i otuchę kościołowi przez przekonania i decyzje, o których Bob pisze w tych artykułach. Czytaj i niech to będzie to dla ciebie zbudowaniem, a być może, co ważniejsze, czytaj i niech to będzie to dla ciebie pouczeniem!

**

Jakiś czas temu ni stąd, ni zowąd pomyślałem sobie: „Gdzie się podziali Stan i Maria”?  (to nie są ich prawdziwe imiona). Nie widziałem ich w kościele już od kilku tygodni. Następnego dnia ktoś poinformował mnie, że przestali przychodzić do kościoła z powodu czegoś, co zostało powiedziane na spotkaniu. Nie pisnęli o tym słówka ani do mnie, ani do nikogo kogo znam. Zniknęli bez uprzedzenia.

Trudno przyjąć tego typu informacje. Przez dwadzieścia lat karmiłem tę parę, kochałem ich, pracowałem dla ich dobra. Udzielałem ślubów w ich rodzinie, pomogłem ratować małżeństwo jednego z ich dzieci, stale się o nich modliłem. No i zniknęli.

Prawdę powiedziawszy, nie doszło do tego ot tak, nie wiadomo skąd. Z mojej perspektywy tak to wyglądało, ale to gorszące zdanie, które Stan i Maria usłyszeli, było dla nich jak jątrząca się już od jakiegoś czasu rana. W końcu zaczęli szukać innego kościoła. Skontaktowałem się z nimi po kilku tygodniach od ich odejścia. (Siedmiu tygodniach?! Przyznaję to ze wstydem). Oczywiście, Stan i Maria powinni byli coś powiedzieć, ale moim obowiązkiem jako duszpasterza jest wiedzieć, w jakim stanie jest moja trzoda. Gdybym tylko wiedział wcześniej.

Co w związku z tym zamierzam zrobić? Ta sytuacja na nowo przynagliła mnie do wprowadzenia w życie mojego pomysłu na to, jak lepiej zajmować się naszą trzodą. Nie jestem przekonany, czy nasz kościół wypełnia zadanie, do którego Paweł wzywał starszych w Efezie: uważajcie na samych siebie i na całą trzodę, w której was Duch Święty ustanowił przełożonymi. Dbajcie o to, aby paść kościół Boga (Dz 20:28, SNP).

Co już robimy w tej kwestii

Co robimy w tym momencie?

Każdego miesiąca starsi naszego zboru modlą się o każdego z członków imiennie aż przejdziemy przez całą listę. Każdego tygodnia modlimy się o członków wymienionych na moim blogu. Każdego tygodnia pracownicy kościoła zbierają prośby modlitewne od zgromadzenia. Każdego tygodnia pracownicy kościoła omawiają bieżące potrzeby duszpasterskie. A każdego roku starsi robią przegląd członków naszego zboru w celu utrzymania aktualnej listy.

Jeśli jesteś nałogowo uwikłany w jakiś grzech, spotkała cię jakaś tragedia życiowa albo zdiagnozowano u ciebie jakąś nieuleczalną chorobę, zadbamy o twoją duszę. Jeśli pragniesz społeczności, rozmów na duchowe tematy, kogoś, z kim mógłbyś się razem modlić i zachęty, mamy różne służby, które odpowiadają na te potrzeby. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o teologii, światopoglądach, hermeneutyce, homiletyce albo po prostu Biblii, takie służby też mamy.

Ale co z tymi członkami, którzy nie są zbyt dobrze znani albo nie szukają naszej pomocy? Czy naszych starszych zadowala sytuacja, w której jakaś osoba uczęszczająca na niedzielne nabożeństwa ma mniej więcej 50% frekwencji i to wszystko? Czy możemy powiedzieć, że uważamy na takie osoby? Czy w byciu przełożonymi nad nimi nie chodzi o coś więcej? Jeśli tak, to jak mamy to wprowadzić w życie?

Co planujemy zrobić

Długo zmagałem się z tymi pytaniami. Przeczytałem owocodajną książkę Richarda Baxtera, The Reformed Pastor i doszedłem do wniosku, że jego zwyczaj odwiedzania każdej rodziny każdego roku należy do innej epoki. Baxter nie musiał borykać się ze szkołami publicznymi, próbami orkiestry marszowej, wyścigami przełajowymi, ligami piłkarskimi, pływackimi i golfowymi, wyjazdami na domki, imprezami urodzinowymi, panieńskimi i kawalerskimi, prawda? Zajmował się prostym miasteczkiem liczącym 800 rodzin.

A jednak, starsi potrzebują znać swoją trzodę. Ta fundamentalna potrzeba się nie zmieniła i wciąż pozostaje podstawową zasadą duszpasterstwa.

Jaki mamy teraz cel? Chciałbym, żeby każdy z członków Cornerstone Bapptist Church doświadczył regularnej opieki duszpasterskiej ze strony starszych. Oto co planuję.

1. Omówić z moimi starszymi fundamentalny charakter kościoła i naszą odpowiedzialność troszczenia się o każdego z członków.

Utrzymanie priorytetowych kwestii na priorytetowym miejscu jest zawsze wyzwaniem. Zdaję sobie sprawę, że muszę zwalczać swoją tendencję do bycia zadaniowym i skupić się na ludziach. Ale jeśli w kościele przybywa członków i budżet nam się spina, to łatwo założyć, że wszystko jest w porządku. Czy to naprawdę ma znaczenie, jeśli jedna czy dwie osoby odpadną po drodze? Ale zaraz przypominam sobie o tym, że Jezus nie był usatysfakcjonowany dziewięćdziesięcioma dziewięcioma owcami, kiedy jedna się zagubiła.

2. Wyznaczyć jasną wizję służby obejmującej troskę o każdego członka trzody.

Głównym celem członkostwa w kościele nie jest rekrutacja wolontariuszy w celu usprawnienia funkcjonowania służb kościelnych. Członkostwo w kościele jest zobowiązaniem się do pomocy sobie nawzajem w dotarciu do nieba. Nie chcę, żeby kościół był usatysfakcjonowany ilością dobrych wychowawców na szkółkach i czystością obiektu. Chcę popchnąć nas w kierunku osiągnięcia celu, którym jest przedstawienie każdego członka doskonałym w Chrystusie.

Wielu z naszych członków doświadcza tego w pewnej mierze w swoich małych grupach, ale zależy nam na tym, żeby każdego członka stawić doskonałym w Chrystusie, nie tylko tych w małych grupach.

3. Stworzyć plan duszpasterski napędzany przez wzajemne relacje, a nie reagowanie na problemy.

Trzeba przy tym uwzględnić trzy ważne czynniki: (a) Upewnij się, że mamy dobre informacje. Nie da się dbać o trzodę, kiedy się nie wie, w którym miejscu jest. (b) Przydziel każdego z członków kościoła do konkretnych starszych, powierzając członków ich opiece i nadzorowi. (c) Poprowadź starszych w opracowaniu planu duszpasterskiego dla każdego członka.

Starsi nie mogą zakładać, że każdy członek tylko czeka na osobisty nadzór albo że w ogóle go chce. Trzeba każdemu z nich dać czas na zbudowanie relacji ze swoim starszym, tak żeby z czasem rozmowy mogły schodzić na coraz głębsze tematy.

Ten plan zaczyna wchodzić w życie, kiedy starszy kontaktuje się ze swoimi członkami, żeby zapytać o ich prośby modlitewne. Po pewnym czasie starsi spróbują dowiedzieć się, jakie są konkretne troski w ich rodzinach, życiu albo kościele i powiadomią ich o służbach, które mogą im pomóc. Dobrze byłoby, gdyby starsi mogli pomagać członkom w wyznaczaniu sobie duchowych celów na dany rok, a potem spotykali się z nimi, żeby sprawdzić jak im poszło, zachęcić ich, doradzić im i modlić się o nich.

Zadawaj dobre pytania

Osiągnięcie tych celów będzie wymagało od starszych umiejętności zadawania dobrych pytań, jak na przykład:

  • Co najbardziej przyczynia się do twojego wzrostu duchowego?
  • W jaki sposób chciałbyś wzrastać jako wierzący w nadchodzącym roku? Czy masz wyznaczone jakieś duchowe cele, nad którymi mógłbym ci pomóc pracować?
  • Jakie są twoje największe obawy? Zmagania?
  • W jaki sposób jesteś zaangażowany w życie kościoła? W jaki sposób kościół wpłynął na twoje chrześcijańskie życie? W jaki sposób ci pomógł? W jakich sytuacjach miał na ciebie negatywny wpływ?
  • Czy jest ktoś, komu obecnie głosisz ewangelię? Opowiedz mi o tym, w jaki sposób jesteś zaangażowany w czytanie Biblii, modlitwę i służenie kościołowi. Czy chciałbyś zobaczyć jakieś postępy w którejkolwiek z tych sfer?
  • Jak się miewa twoja rodzina? Z czego się cieszysz albo czym się martwisz, myśląc o nich?
  • O co mogą się dla ciebie modlić starsi?

Starszy nie przekaże wszystkiego, o czym rozmawiał z członkiem kościoła pozostałym starszym. Aczkolwiek, podsumuje i przekaże niecierpiące zwłoki informacje, tak żeby wszyscy starsi lepiej wiedzieli, o co się modlić i czego nauczać.

Wczoraj skontaktowałem się ze Stanem i Marią. Chciałem tylko dać im znać, że troszczę się o nich, tęsknię za nimi i chciałbym odpowiedzieć na ich obawy. Nie wiem, czy wrócą. Bardzo bym chciał, żeby wrócili.

Tymczasem chciałbym, żeby każdy z członków wiedział, że może podzielić się swoimi problemami z kimś, kto ich zna, kocha, modli się za nich i ich prowadzi.

Za sześć miesięcy napiszę więcej o tym, jak nam poszło. W międzyczasie, co ty na ten temat myślisz? Czy jesteś częścią kościoła, który z sukcesem wprowadził te zasady w życie? Jakie są twoje pomysły?