Członkostwo w kościele

Teologiczna krytyka multi-site: Czym właściwie jest kościół?

Article
06.17.2021

Uwaga redakcji: „Multi-site” to angielski termin określający zgromadzenia chrześcijan spotykających się w kilku lub wielu miejscach, które nazywają siebie jednym kościołem.

 

Jakie elementy uważasz za konieczne, aby uznać grupę chrześcijan za lokalny kościół? Zakładam, że nie uważasz, iż troje chrześcijan rzucających do siebie frisbee w parku stanowią lokalny kościół. Co więc nim jest?

Co jeśli ta trójka znajomych opuści park, pójdzie do restauracji i pomodli się przed posiłkiem? Czy już są kościołem? Co jeśli wyciągną Biblię i zaczną się nawzajem zachęcać? Ustalą cotygodniowe spotkania? Będą dzielić się wieczerzą? Czy kościołem uczyni ich to, gdy spiszą swego rodzaju przymierze? Oficjalnie zarejestrują się, aby być prawnie uznawanym za kościół? Czy decydujące byłoby, gdyby przestali spotykać się w restauracji i zbudowali budynek z kościelną wieżą? Co jest punktem zwrotnym pomiędzy „troje chrześcijan spędzających ze sobą czas” a „troje chrześcijan formujących kościół”?

Krótko mówiąc, co stanowi o tym, że lokalny kościół to kościół? Jest to kwestia podniesiona przez zjawisko nazwane kościołem multi-site. Najbardziej czysty i najbardziej prosty argument przeciwko kościołom multi-ste, to moim zdaniem argument semantyczny. Ekklesia oznacza zgromadzenie, tak więc jedno zgromadzenie to jeden kościół. Lecz za argumentem semantycznym kryje się nieco bardziej złożone zagadnienie teologiczne dotyczące tego, co sprawia, że lokalny kościół jest rzeczywiście kościołem.

Choć zdarzają się wyjątki, to jednak większość kościołów multi-site nie odnosi się do swoich punktów czy kampusów jako do „kościołów”. Na przykład Bethlehem Baptist Church w Minesocie – służba, za którą jestem głęboko wdzięczny – nazywa łącznie swoje trzy „kampusy” jednym „kościołem”. Kampus „A” nie jest kościołem lub przynajmniej nie jest tak nazywany. Kampus „B” nie jest kościołem. Kampus „C” to również nie kościół. Jednak kampusy A, B i C razem wzięte, według nich tworzą kościół.

Jednak to znowu przywołuje pytanie, o to, co jest punktem krytycznym pomiędzy kampusem a kościołem. Na jakiej podstawie możemy powiedzieć, że grupa chrześcijan zgromadzonych w kampusie nie jest kościołem, podczas kiedy zbiór kampusów już jest kościołem? Tak czy inaczej wszystkie te osoby gromadzące się razem na kampusie wykonują te same kościelne czynności, które sprawiają, że kościół jest rzeczywiście kościołem, np. śpiewanie, obchodzenie wieczerzy i słuchanie Bożego Słowa. Dlaczego więc nie nazywają siebie kościołem?

Spojrzymy najpierw, jak kościoły multi-site podchodzą do tej kwestii. Kolejno rozważymy, jakich biblijnych argumentów używają zwolennicy tego rodzaju kościołów. Następnie przedstawię alternatywną odpowiedź na pytanie, co stanowi o lokalnym kościele, przedstawiając krótką myśl od nie-kongregacjonalistów. Na końcu zaś rozpiszę cztery konkluzje dotyczące kościołów multi-site. Mam nadzieję, iż wy, drodzy czytelnicy rozumiecie, że stawiając te trudne pytania dotyczące struktury kościoła, chwalę Boga za dobre dzieło ewangelii, które jest wykonywane dla Bożego Królestwa przez wiele kościołów multi-site. Właściwie zazwyczaj jestem ukorzony myśląc o ich gorliwości względem Bożego dzieła i mam nadzieję, że będą oni korzystać z tej gorliwości poprawiając mnie, jeśli w którymś miejscu zajdzie taka potrzeba.

Definicja ekklesia według multi-site

Co, według zwolenników multi-site i zwolenników wielu nabożeństw czyni ich „jednym kościołem”? Z mojej wiedzy wynika, jest to coś jakby wspólna struktura zbiorowa. W książce Multi-site Church Revolution, autorzy pisze:

Kościół multi-site to jeden kościół spotykający się w kilku miejscach – w innych przestrzeniach tego samego kampusu, w innych miejscach tego samego regionu, a w niektórych wypadkach również w innych miastach, stanach czy krajach. Kościół multi-site ma tę samą wizję, wspólny budżet, przywództwo, wspólny zarząd (Zondervan, 2006, str. 18).

Jeśli dobrze to rozumiem, definicja ta oznacza, iż grupa chrześcijan przekracza granicę punktu zwrotnego z „niebycia kościołem to „bycia kościołem” gdy tylko dzielą ze sobą wspólną wizję, budżet i przywództwo. Ci autorzy bez wątpienia powiedzieliby, że są również inne podstawowe elementy konieczne dla istnienia kościoła, jak nauczanie Słowa i praktykowanie ustanowień kościoła. Jednak dodatkowo, prócz Słowa i ustanowień, wygląda na to, że potrzebne są właśnie przywództwo, budżet i struktura zbiorowa. Jest to konieczna konsekwencja stwierdzenia, że osoby spotykające się w jednym miejscu, aby słuchać kazania i praktykować ustanowienia, nie są kościołem, ale połączenie tych lokalizacji już ustanawia „jeden kościół”.

Na stronie internetowej Bethlehem Baptist Church w Minneapolis, w Minnesocie, znajdziemy podobne stwierdzenie:

Jesteśmy kościołem multi-site. Jako część Treasuring Christ Together Strategy, staramy się pomnażać kampusy. Dlatego też z naszego kampusu Downtown Minneapolis, który powstał w 1871 roku, uruchomiliśmy North Campus w 2002 i South Site w 2006. W przeciwieństwie do placówek kościoła, wszystkie kampusy są częścią Bethlehem, łącząc z nią jedną wizję, jedną strategię, jeden teologicznych fundament, jedną radę starszych, jeden statut, jedną grupę misjonarzy i jeden budżet.

Zwróćmy uwagę, że nie są to „placówki kościoła”, czyli nowe kościoły. To są nowe punkty lub kampusy. Poruszając tę sprawę, pastor John Piper napisał na swoim blogu:

Myślę, że istota biblijnego kościoła i jedności ma swoje podstawy w jedności starszych zboru, w jedności nauczania i w jedności filozofii służby. A wtedy sedno kościoła jest powiązane z bardzo znaczącymi więziami międzyludzkimi, które są biblijnie życiodajne i dotyczącą wszystkich przykazań „jedni drugich”, jakie znajdujemy w Piśmie.

Piper używa wyrażenia „biblijny kościół i jedność”. Mam nadzieję, że słusznie zakładałam, iż  twierdzi on, że ta właśnie jedność przywódców, nauczania, filozofii służby pozwala myśleć o oddzielnych nabożeństwach i kampusach Bethlehem jako o „jednym kościele”. Wspomina też „ważne więzi międzyludzkie”, jednak trudno dostrzec, jak odnosi się to do multi-site, skoro – przynajmniej z założenia – są to oddzielne grupki więzi; jedna lub dwie grupki na jednym kampusie, więcej i inne grupki na kolejnym itd. Na końcu Piper pisze o życiodajności relacji, co oznaczałoby, że te osoby są ze sobą razem i znają siebie nawzajem.

Niejasne jest dla mnie, jak multi-site rozumie rolę zgromadzeń lub zebrań w postrzeganiu kościoła jako kościół. Z jednej strony wygląda na to, że zwolennicy multi-site mówią: „Oczywiście, że chrześcijanie muszą spotykać się z innymi chrześcijanami. Przecież Pismo tak nas naucza (Hebr. 10:25). Powiedzieliśmy też, że chrześcijanin powinien zbierać się w jakimś miejscu z innymi wierzącymi. Jeśli nie było absolutnie żadnego zgromadzenia, to nie mielibyśmy kościoła.”.

Z drugiej strony, ściśle mówiąc, wygląda na to, jakby pojęcie zgromadzeń lub zebrań wykraczało w multi-site poza definicję kościoła. Kampus A i kampus B nie zbierają się razem, proste i oczywiste. Nadal jednak są „kościołem”. W praktyce oni się zbierają, tylko oddzielne. Jednak zgodnie z definicją powinniśmy powiedzieć, że wyciągają zgromadzenia poza ekklesia. Widzę tu co najmniej pewne napięcie, dlatego też napisałem, że jest to dla mnie niejasne. Mogą powiedzieć, że chrześcijanie muszą gdzieś się ze sobą spotykać, aby istniał kościół, jednocześnie nazywając „kościołem” coś, co ściśle mówiąc, nie jest razem zgromadzone.

Jeśli się nie mylę, to definicją ekklesia zwolenników multi-site nie jest „zebranie się” lub „zgromadzenie”, ale raczej „przywództwo”, „filozofia służby”, „zbiorowa struktura”, a może jest to: „Chrześcijanie związani ze sobą wspólnym przywództwem, strukturą i filozofią służby, jednak niekoniecznie wspólnie zgromadzeni”.

Biblijne argumenty na poparcie multi-site

Zwróćmy się na moment do biblijnej dyskusji. Zwolennicy multi-site w biblijnej obronie swojej koncepcji „kościoła” wskażą na elastyczną koncepcję „kościoła”, jaka widzimy w Nowym Testamencie. Przykładowo Mark Driscoll i Gerry Breshears, odnosząc się do kościołów w Nowym Testamencie, piszą: „różnorodność miejsc wskazuje na to, że wczesny kościół był dość elastyczny, spotykając się i wielbiąc w różnych sytuacjach, aby sprostać potrzebom i możliwościom ich czasu” (Vintage Church, Crossway, 2008, 244). Driscoll i Breshears zwracają uwagę na „sieć kościołów rozsianych po konkretnym mieści (np. Korynt, Galacja, Tesalonika, Filipia)”.

Jednak widzę problem w tym argumencie: Paweł nie pisał do „sieci kościołów”. Pisał do „kościoła” (liczba pojedyncza) w mieście Korynt i do „kościołów” (liczba mnoga) w regionie Galacji. Nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby to traktować jednakowo. Driscoll i Breshears odnoszą się też do „Kościołów na terenie Pontu, Galacji, Kapadocji, Azji i Bitynii (1P 1:1)”, które określają jako „połączoną ze sobą sieć zgromadzeń”. Oczywiście sam tekst odnosi się do „świętych”, a nie „kościołów”. Tak czy inaczej nie jestem w stanie zauważyć nigdzie w tekście biblijnym „kościoła” multi-site składającego się z różnorodnych „kampusów”, „nabożeństw”, „miejsc”.

Bardziej przekonująca biblijna argumentacja odnosi się do kościołów domowych w Rzymie i Kolosach. Paweł pisze: „Wszystkim, którzy jesteście w Rzymie, umiłowanym Boga” (Rz 1:7), co musi dotyczyć jednego kościoła lub sieci kościołów. W podsumowaniu listu, Paweł mówi swoim czytelników, by pozdrowili Pryskę i Akwilę oraz zbór, który jest w ich domu (16:5), co może sugerować, iż w Rzymie jest jeden „kościół”, do którego skierowany jest list i ten jeden „kościół” składa się z wielu „kościołów”. Podobnie wygląda to w liście Do świętych i wierzących braci w Chrystusie, którzy są w Kolosach (1:2). List Pawła skierowany jest do jednego konkretnego kościoła domowego (4:15), który z kolei wydaje się być innym kościołem domowych od kościoła znajdującego się w domu Filemona – o którym to wiemy, że również mieszkał w Kolosach (Flm 1:2).

Podstawowym założeniem tutaj jest to, że kościół domowy może być nazywany kościołem, a jednocześnie sieci kościołów również mogą być tak nazywane – podobnie jak pojedynczy oddział Citibanku może być nazywany „bankiem”, ale też kolektywna agregacja tych banków może być nazywana „bankiem”. Argument ten mógł mieć sens, gdyby termin „kościół” był rzeczywiście wystarczająco elastyczny, by na to pozwolić lub gdyby Pismo w wyraźny sposób tak go używało.

Trochę dziwne wydaje mi się, że zwolennicy multi-site wysnuliby ten argument z Listu do Rzymian 16:5 i Listu do Kolosan 4:15, ponieważ wersety te nie odnoszą się do różnych miejsc czy kampusów jako „kościołów”, lecz oba wyraźnie traktują kościoły domowe jako „kościoły”. Multi-site nie „rozciągają” tego słowa w taki sposób, w jakim twierdzą, że czyni to Pismo. Jeśli spotykające się w domu Pryski i Akwili zgromadzenie w Rzymie jest ,,kościołem”, jak mówi Paweł i jeśli ten domowy kościół jest częścią większego ,,kościoła” w Rzymie, to dlaczego nie nazwać każdego kampusu lub miejsca kościołem? Ponadto, jakiego wyjaśnienia teologicznego można użyć, by wyjaśnić, w jaki sposób kościół domowy jest kościołem, a kościół w mieście jest kościołem złożonym z wielu kościołów? Jaka jest różnica? Jeśli kościół domowy rzeczywiście był kościołem, to dlaczego mieliby zbierać się z tym dużym kościołem w mieście? Krótko mówiąc, zwolennicy multi-site potrzebują rozbudowanych wyjaśnień, by używać tych dwóch fragmentów do zobrazowania ich podejścia.

Większą trudnością dla tej linii obrony jest to, że Paweł nigdy nie pisze o kościele (w liczbie pojedynczej) w Rzymie czy w Kolosach, ani o o domowych „kościołach” w Jerozolimie. Nawet jeśli jest powód, by sądzić, że pisze on do pojedynczego kościoła w Rzymie lub w Kolosach – jak uważają niektórzy komentatorzy – to nie ma powodów, by sądzić, że wspomniane kościoły domowe należą do jednego kościoła miejskiego lub ustanawiają taki jeden kościół miejski. Być może istnieje jeden główny kościół w Rzymie, do którego Paweł kieruje list; być może Pryska i Akwila mają swój mały kościół na obrzeżach miasta. Kto wie? Tak czy inaczej Pismo o tym nie wspomina. Biblia mówi tylko: Wszystkim, którzy jesteście w Rzymie, umiłowanym Boga w pierwszym rozdziale Listu do Rzymian oraz zbór, który jest w ich domu w rozdziale 16. Wszystko inne inne to dopowiedzenia.

Innym miejscem w Piśmie, w którym zwolennicy multi-site poszukują poparcia, są Dzieje Apostolskie i kościół w Jerozolimie. Co najmniej dwa argumenty są z tego wysnute. Po pierwsze, niektórzy powiedzieliby, że kościół w Jerozolimie, ze względu na liczbę wierzących, musiał spotykać się w różnych kościołach domowych. Nie było możliwości, by spotykali się razem. Problem z tym argumentem jest oczywiście taki, że w Dziejach Apostolskich czytamy, że kościół w Jerozolimie spotykał się razem – i mowa o tysiącach osób (Dz 2:44; 5:12; 6:1-2). Po drugie, obrońcy multi-site powiedzą, że jeden kościół w Jerozolimie jest traktowany jako „jeden kościół”, mimo że składa się z różnych spotkań w różnych domach. Zazwyczaj cytowane są dwa wersety, oba pochodzące z Dziejów Apostolskich:

  • Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca (Dz 2:46).
  • A Saul tępił zbór; wchodził do domów, wywlekał mężczyzn i niewiasty i wtrącał do więzienia (Dz 8:3).

Przyznam, że ten argument był dla mnie nieco zaskakujący. Zanim technologia pozwoliła na istnienie zjawiska kościołów multi-site, nikt nigdy – z tego co wiem – nie interpretowałby powyższych wersetów w taki sposób. Najbardziej naturalny sposób rozumienia ich, to stwierdzenie, że kościół w Jerozolimie jest nadal „kościołem”, nawet jeśli jest rozprzestrzeniony z domu na dom. Analogicznie uznałbym, że drużyna koszykówki jest nadal „drużyną”, nawet jeśli jej członkowie spędzają noce w innych pokojach hotelowych czy miastach. Na pierwszym miejscu są oni oczywiście drużyną, ponieważ regularnie spotykają się i wykonują czynności, które stanowią o tym, że są drużyną koszykarską.

Podobnie jest w Dziejach Apostolskich, rozdział drugi, gdzie kościół uczęszcza do świątyni, by czynić to, co czyni ich kościołem, jednocześnie łamiąc chleb i korzystając ze społeczności w mniejszych grupach. Kościołem nie czyni ich to, co robią gdy są rozsiani, lecz to, co robią, gdy wspólnie się spotykają. W rozdziale ósmym czytamy o tym, że Paweł chodził od domu do domu, prześladując członków kościoła w Jerozolimie. To tak jakby powiedzieć: „Trener chodził od pokoju do pokoju, ostrzegając drużynę, że mecz został przełożony”.

Mamy tu do czynienia z kluczowym pojęciem wartym uwagi. Słowo „kościół” występujące w Nowym Testamencie, a szczególnie w Dziejach Apostolskich, zaczęło być używane do określenia członków kościoła, nawet wtedy kiedy nie są oni razem zebrani i nie wykonują razem kościelnych czynności. Tak więc, czy sytuacja kiedy Paweł przybył do Cezarei, wstąpił do zboru i pozdrowił go (Dz 18:22) oznacza, że przybył on na niedzielne nabożeństwo i odwiedzać zgromadzenia, mówiąc „cześć”? Czy może oznacza to raczej, że przybył i pozdrowił znaczną część kościoła. Zakładam, że chodzi o to drugie. Przykład z Dziejów Apostolskich, z rozdziału ósmego, jest jeszcze bardziej wyraźny.

Większość z nas używa dziś słowa „kościół” w taki sposób, w jaki mówimy o modleniu się o „kościół” w trakcie tygodnia. Może nie gromadzimy się z naszym kościołem we wtorek, jednak ciągle mówimy o kościele, jako o czymś istniejącym we wtorek, ponieważ utożsamiamy kościół z jego członkami. Jednak czy można być członkiem kościoła we wtorek i być częścią „kościoła”, nawet jeśli nigdy nie spotyka się z kościołem w niedzielę?

Cóż, przez ostatnie kilka dekad jest to możliwe w Stanach Zjednoczonych i w mojej denominacji również. Ale w Biblii? I tak wracamy do pytania o to, co sprawia, że lokalny kościół jest kościołem. Gdzie jest punkt zwrotny między grupą chrześcijan a kościołem?

Co ustanawia kościół kościołem?

Co jest konieczne, by ustanowić lokalny kościół na ziemi? Odpowiedź, jaką znajdujemy w Biblii, jest moim zdaniem prosta i bezpośrednia: lokalny kościół jest ustanowiony przez grupę spotykających się razem chrześcijan, mającą uprawnienia autorytetu Chrystusa do związywania i rozwiązywania. Trzy elementy są konieczne dla kościoła, by był kościołem: potrzebni są chrześcijanie, potrzebne są uprawnienia autorytetu Chrystusa oraz wykorzystywanie owego autorytetu.

Członkostwo w kościelne lokalnym nie czyni cię chrześcijaninem. Jest to kwestia wiary i opamiętania. Jednak mimo że Chrystus uczynił nas chrześcijanami, nie powinniśmy twierdzić, że dał on pojedynczym wierzącym taki sam autorytet jak dał nam zbiorowo. W Ewangelii Mateusza, w rozdziałach szesnaście i osiemnaście, widzimy, że Jezus nadaje apostolskiemu kościołowi lokalnemu (apostolski – w rozdziale 16; lokalny – w rozdziale 18) autorytet nad kluczami królestwa. Nie jest to autorytet nadany indywidualnym chrześcijanom czy nawet starszym zboru. To autorytet dla kościoła jako całości.

Nie poświęcę tutaj czasu na rozłożenie i określenie tego jak rozumiem wyrażenie „klucze królestwa” lub „związanie i rozwiązanie”. Możecie sprawdzić mój biblijny i teologiczny argument w pierwszej połowie rozdziału czwartego książki The Church and the Surprising Offense of God’s Love. Jednak Michael Horton porządkuje tę definicję, pisząc „Poprzez głoszenie, chrzest i zezwolenie na wieczerzę (lub odmówienie jej podania) wykorzystuje się klucze królestwa” (People and Place, WJK, 2008, str. 243). Powiedziałbym, że kościół na ziemi ma moc zarządzania kluczami poprzez głoszenie ewangelii oraz poprzez zobowiązywanie ludzi do ewangelii i rozwiązywanie tego zobowiązania, na podstawie wiarygodnych wyznań wiary (a niewiarygodne wyznania skutkują odmową przyjęcia lub dyscypliną kościelną).

Tak więc Jezus nadał każdemu chrześcijaninowi na ziemi autorytet do reprezentowania Go i Jego Królestwa. Jednak tylko lokalny lub instytucjonalny kościół dostał od Pana autorytet, by publicznie przyznać lub zaprzeczyć temu, kto powinien być postrzegany jako obywatel królestwa Chrystusa. Lokalny kościół jest upoważniony do tego, aby te publiczne przyznania lub zaprzeczenia były widoczne poprzez udzielanie lub odmawianie chrztu i wieczerzy Pańskiej. Lokalny kościół w pewnym sensie przypomina tutaj sekretarza Białego Domu, który ma formalne upoważnienie, do tego, by ogłaszać co prezydent mówi i robi, podczas kiedy większość obywateli nie ma takiego autorytetu.

Interesujące jest to, jak Pismo odnosi się do kluczy i ich użycia poprzez ustanowienia w kontekście zgromadzeń i to zgromadzeń, które są szczególnie utożsamiane z Jezusem. Rozważmy poniższe przykłady:

Jezus:

„A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi; a jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik. Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie. Nadto powiadam wam, że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie. Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18:17-20).

Paweł:

Gdy się zgromadzicie w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, wy i duch mój [prawdopodobnie chodzi tu o jego ducha jako apostoła potwierdzającego autorytet] z mocą Pana naszego, Jezusa, Oddajcie takiego szatanowi na zatracenie ciała, aby duch był zbawiony w dzień Pański (1Kor 5:4-5).

Słyszę bowiem najpierw, że gdy się jako zbór schodzicie, powstają między wami podziały; i po części temu wierzę. Zresztą, muszą nawet być rozdwojenia między wami, aby wyszło na jaw, którzy wśród was są prawdziwymi chrześcijanami (1Kor 11:18-19).

Po pierwsze, zwróćmy uwagę na to, iż ci wierzący są zgromadzeni w imieniu (i w autorytecie) Chrystusa. W Ewangelii Mateusza autorytet ten jest używany, aby wyłączyć jednostkę. Podobnie wygląda to w Pierwszym Liście do Koryntian 5. Natomiast w I Koryntian 11, wierzący świętują wieczerzę Pańską, ponieważ mają ten sam autorytet. W istocie, kto pije i je niegodnie winien będzie ciała i krwi Pańskiej (I Kor. 11:27), ponieważ czynią to, co czyni, reprezentują Pana i Jego autorytet.

Po drugie, jako chrześcijanie stanowimy „kościół” w taki sposób, że jesteśmy kościołem razem i osobno – tak jak drużyna koszykarska jest drużyną razem czy osobno. Jak wcześniej napisałem, jest to kwestia tożsamości. Jednak Paweł może użyć terminu „kościół” również bardziej precyzyjnie czy nawet instytucjonalnie, jak czyni to w Pierwszym Liście do Koryntian 11. Mówi o gromadzeniu się „jako kościół” w takim sensie, w jakim my, chrześcijanie nie jesteśmy „kościołem”, gdy nie jesteśmy zgromadzeni. Innymi słowy, to formalne zgromadzenie ma egzystencje i ma autorytet, których nie ma nikt z nas oddzielnie. To tak jakby Paweł mówił: „Gdy zbieracie się wspólnie jako drużyna, grajcie porządnie”. Nie mówi już tutaj o tożsamości; mówi raczej technicznie, w znaczeniu tego, co stanowi o drużynie czy o kościele. To całe zgromadzenie sprawia, że jesteśmy kościołem. Nie można być kościołem bez gromadzenia się i to gromadzenia się, które ma upoważnienie do zarządzanie kluczami Królestwa.

Autorzy Missional and Communio w sposób zrozumiały sprzeciwiają się instytucjonalizmowi w kościołach. Jednak ich krytyka kościoła jako miejsca, wydarzenia czy ustalonego działania, nie bierze pod uwagę rozróżnienie pomiędzy lokalnym kościołem a grupą chrześcijan spotykających się w parku. Pomijają fakt, że Chrystus ustanowił na ziemi organizację z formalnym autorytetem do tego, by oznajmiać, kto do niego należy, a kto nie, jednak członkowie tej organizacji nie mają upoważnienia do tego, by używać firmowej karty kredytowej w jakikolwiek sposób i kiedykolwiek mają na to ochotę. Kiedy członkowie mogą jej użyć? Wtedy, gdy formalnie gromadzą się wspólnie w jego imieniu, a Duch Chrystusa jest obecny wśród nich przez Słowo i ustanowienia (por. Dz 4:31; 6:2; 14:27; 15:30; 20:7). To właśnie powiedzieli zarówno Jezus jak i Paweł.

Nie tylko kongregacjonaliści

Nie tylko kongregacjonaliści historycznie dostrzegali potrzebę tego, by kościół się gromadził, aby być kościołem. W dziewiętnastym z 39 Artykułów Wiary Kościoła Anglikańskiego czytamy: „Ten, który widzimy; Kościół Chrystusa jest zgromadzeniem ludzi wierzących, gdzie głoszone jest nieskażone Słowo Boże i gdzie, według Chrystusowego polecenia, sakramenty udzielane są należycie, tak jak wynika z polecenia”. Artykuł siódmy Konfesji Augsburskiej stanowi podobnie: „Kościół zaś jest zgromadzeniem świętych, w którym się wiernie naucza Ewangelii i należycie udziela sakramentów”.

Fragmenty przedstawionej tu argumentacji mają charakter kongregacjonalny. Jednak ogólny sens tego, o czym piszę – nie. To dlatego kościoły multi-site proponują nam coś stosunkowo wyjątkowego w historii kościoła. Tak, mogą istnieć osobliwe okoliczności tu czy tam, przez które grupa osób zdecydowała się nazwać wiele zgromadzeń jednym kościołem. Jednak bez względu na to, czy mówimy o wczesnych, czy średniowiecznych strukturach episkopalnych, o reformowanych luteranach, anglikanach, o strukturach prezbiteriańskich czy o strukturach wolnych kościołów, to na każdym kroku, mimo że mowa mogła być o różnych zgromadzeniach jako różnych kościołach, to nie było mowy o różnych miejscach czy nabożeństwach.

Jakie ma to znaczenie dla kościołów multi-site i kościoła z wieloma nabożeństwami

Co więc zrobić z takimi kościołami? Widzę cztery wnioski.

1. Nie Kościół, a wiele Kościołów. Po pierwsze, kościół multi-site, który nigdy wspólnie się nie gromadzi nie jest kościołem, ponieważ wspólne zgromadzenie jest jednym z elementów składających się na kościół. Jest to raczej asocjacja kilku kościołów – tak wielu kościołów jak jest kampusów czy miejsc. Jeśli nie jest to jasne, to chcę zaznaczyć, że jestem wdzięczny Bogu za pracę każdego z tych oddzielnych kościołów tak jak za partnerstwo w ewangelii z nimi wszystkimi!

Jest jeszcze kwestia tego, że niektóre kościoły multi-site zbierają się wspólnie trzy lub cztery razy w roku. Co z tym zrobimy? Cóż, w swoich oddzielnych, tygodniowych zgromadzenia, każde oddzielne zgromadzenie używa mocy kluczy Królestwa poprzez głoszenie i ustanowienia, tym samym związując i rozwiązując ludzi dla siebie i wtedy są one kościołem. W tej sytuacji, kwartalne zgromadzenia tych kościołów są… nie wiem… czymś innym – prawdopodobnie wspólnotą kościołów, która uzurpuje sobie prawo do do kluczy Królestwa, jeśli wykonują to na większą skalę.

Z drugiej strony, jeśli te oddzielne zgromadzenia każdego tygodnia nauczają słowa, ale nigdy nie udzielają ustanowień, zachowując chrzest, wieczerzę Pańską, przyjmowanie do kościoła i dyscyplinowanie na czas kwartalnych spotkań, to może w pewnym technicznym sensie kwartalne spotkania się kościołem. Jednak ta idea razi mnie jako dość anemiczna, nie wspominając nieposłuszeństwa, bo przecież Nowy Testament sugeruje, że kościół powinien spotykać się co tydzień, a nie co kwartał. Ponadto, jeśli korzystanie z autorytetu królestwa oznacza uznawanie wiarygodnych wyznań wiary, a także odrzucanie fałszywych wyznań wiary, to jaki sens ma kościół, który czyni to, spotykając się cztery razy do roku? I czy da się robić to uczciwie, jeśli członkowie osobnych kampusów z założenia się nie znają? Zwróćmy też uwagę na to, że jeśli autorytet kluczy Królestwa jest wykorzystywany na kwartalnych spotkaniach, to jest on używany w odosobnieniu od służby Słowa. Innymi słowy, jeśli mój kampus jest kształtowany przez jednego kaznodzieję, a inny przez kolejnego głosiciela Słowa, to kwartalne spotkania wszystkich kampusów jako „kościoła” będą podejmowały się jednych z najbardziej delikatnych spraw jak dyscyplina kościelna czy ustanawianie rady starszych. Wspólnie nie będziemy dzielić „jednej myśli” tak jak robiliby to członkowie jednego nabożeństwa, jednego kampusu, będąc pod wpływem nauczania jednego kaznodziei tydzień za tygodniem.

2. Uzurpowanie autorytetu. Po drugie, jeśli różne miejsca lub nabożeństwa (czyli różne kościoły), korzystają z mocy kluczy Królestwa między sobą nawzajem, to są one winne uzurpowania. Jeżeli dwóch lub trzech spotyka się w Jego imieniu, mając świadomość obecności i autorytetu Chrystusa, to co powinniśmy zrobić z innym zgromadzeniem czy ciałem, które w pewnym sensie narzuca się pierwszemu zgromadzeniu? Wydaje mi się, że jest to wkroczenie w miejsce, do którego się nie należy. Skoro apostolski autorytet zgromadzenia jest, jak wierzę, przesłanką do powszechnego kapłaństwa wszystkich wierzących, to każda grupa (zarówno inne zgromadzenie, rada starszych, biskup czy zbiorowa struktury), która narzuca swój autorytet na zgromadzenie wierzących, jest winna temu, że niesłusznie stoi pomiędzy wierzącym a Bogiem. Przyznam, że ta konkretna krytyka, jest krytyką kongregacjonalistów.

3. Przekazywanie przywódcom autorytetu apostolskiego. Władza kościoła nad kluczami królestwa jest władzą apostolską. Jest to upoważnienie do tego, aby związywać i rozwiązywać, i ma ono swój skutek. Na przykład, kościół, który dyscyplinuje jednostkę, skutecznie realizuje zamierzony cel. To działanie nie jest zależne od zgody danej osoby. Z drugiej strony, biblijny autorytet starszych, w moim rozumieniu, nie jest apostolski ani wiążący. Ani starszy, ani starsi nie mają jednostronnego autorytetu nadanego przez Pismo, by przyjmować jednostki do kościoła lub wykluczać z kościoła. Używając starego wyrażenia, kościół ma autorytet, by dowodzić, podczas gdy starsi mają autorytet, by doradzać. Jednym z powodów tej różnicy jest fakt, iż zbór jestesse (istotą) kościoła, a starsi się jedynie bene esse (korzyścią) dla kościoła.

Inną formę krytyki uzurpacji z punktu drugiego, jest przyznanie, że kościół multi-site skutecznie kładzie apostolską władzę nad kluczami, nie w ręce kościoła, lecz w ręce przywódców. Przeczytajmy jeszcze raz słowa Pipera:

Myślę, że istota biblijnego kościoła i jedności ma swoje podstawy w jedności starszych zboru, w jedności nauczania i w jedności filozofii służby. A wtedy sedno kościoła jest powiązane z bardzo znaczącymi więziami międzyludzkimi, które są biblijnie życiodajne i dotyczącą wszystkich przykazań „jedni drugich”, jakie znajdujemy w Piśmie.

Argumentacja Pipera ma sens, jeśli chce on lokować autorytet apostolski w starszych swojego zboru. „Znaczące więzi międzyludzkie” nie są tu wykonawcami czegokolwiek, dlatego że te więzi są podzielone pomiędzy różne  zgromadzenia lub nabożeństwa. Siłą jednoczącą są tutaj starsi i ogólna struktura zbiorowa. Przywódcy i ich struktura są wspólnym czynnikiem, w których udział mają wszystkie zgromadzenia. (Czy jednak nie mają również wspólnej ewangelii? Tak, lecz to akurat wspólne mają wszystkie prawdziwe kościoły na świecie. Tutaj to struktura czyni „kościół” Bethlehem „kościołem”). I skoro starsi zboru i ich założenia ustanawiają ten „kościół”, to właśnie oni mają status apostolski. Włożyli siebie w esse kościoła. Uważam, że wszystkie kościoły muti-site skutecznie to uczyniły.

4. Wiele nabożeństw? Uważny czytelnik zauważy, że to, co kwestionuję w mnogich kampusach tak samo odnosi się do mnogich nabożeństw. Właściwie nie istnieje istotna różnica między tymi dwoma koncepcjami. Jedna rozprzestrzenia zgromadzenia geograficznie, druga rozprzestrzenia je chronologicznie. Nic dziwnego, że po kilku dekadach, w których praktykowało się rozdzielanie nabożeństw, przywódcy kościelni robią kolejny krok, rozpowszechniając rozdzielanie kościoła na różne miejsca. Czy twierdzę, że kościół, w którym jest wiele niedzielnych nabożeństw, nie jest kościołem? Tak uważam. Twierdzę, że jeśli przewodzisz kościołem z dwoma niedzielnymi nabożeństwami, to w rzeczywistości przewodzisz dwoma kościołami. Kościoły te mogą być bliźniakami, bo w obu to ty jesteś pastorem, są jednak osobnymi ekklesia. Zabawne jest, że wielu takich pastorów, z którymi rozmawiałem, nieśmiało przyznaje, że rzeczywiście tak to się „odczuwa”.

Wnioski

Zwolennicy kościołów zbierających się w wielu miejscach lub podczas kilku nabożeństw, często odpowiadają na krytykę, poprzez zwrócenie uwagi na to, że członkowie kościoła i tak nie mogą znać siebie nawzajem, gdy kościół przekracza pewną wielkość, w związku z czym rozdzielenie go na osobne nabożeństwa czy miejsca nie czyni żadnej krzywdy, która nie byłaby wyrządzona przez wielkość kościoła. A poza tym, kościół w Jerozolimie był naprawdę wielki.

Próbuję jednak dowieść, że konkretny kościół na ziemi nie jest ustanowiony wyłącznie przez więzi międzyludzkie czy wspólnotę. Jest on ustanowiony przez autorytet Chrystusa, dany kościołowi i używany przez kościół. Dlatego ten określony argument pomija kwestię tego, co czyni kościół kościołem. Regularne zgromadzenia 20000 osób zebranych na kazaniu i praktykowaniu ustanowień jest zasadniczo kościołem w inny sposób niż dwa nabożeństwa składające z 10 osób, które wzajemnie się znają.

Z łatwością przyznam jednak, że kościół, który ma 20 000 członków, będzie miał problemy z używaniem autorytetu odpowiedzialnie i uczciwie – tak samo jak kościół, który spotyka się 4 razy w roku. Powiem nawet, że może dojść do sytuacji, w której pojedyncze zgromadzenie nie podoła temu, co jest założeniem Jezusa względem Kościoła w Ewangelii Mateusza, rozdziale 16 i rozdziale 18, ponieważ 200 000 osób spotykających się raz w tygodniu na stadionie prawdopodobnie nie podobała wykorzystywaniu kluczy Królestwa z jakąkolwiek uczciwością. Z pewnością widzimy masowe spory w kościele w Jerozolimie. Dzieje się tak aż do rozdziału szóstego, kiedy to konieczne staje się poszukiwanie nowych rozwiązań. Ogromny kościół może być tak samo lekceważący w praktyce jak multi-kampusy w pryncypiach.

Puenta jednak jest taka: kościoły składające się z wielu kampusów z zasady nie są w stanie wypełnić zamiaru Jezusa zawartego z Ewangelii Mateusza, rozdziale 16, ponieważ członkowie każdego kampusu nie są ze sobą zgromadzeni. Ironią jest to, że kościoły multi-site biorą przykład tego, co widzimy w Nowym Testamencie (wielkie kościoły), aby potwierdzić, że to czego  nie widzimy (kościół multi-site) istnieje. Czyniąc to, mijają się z tym, co według Nowego Testamentu jest kościołem – zarówno na ziemi, jak i w niebie.

Tłumaczenie: Wierni Słowu