Doktryna Ewangelii

Jaki jest związek między członkostwem w kościele, chrztem i Wieczerzą Pańską?

Autor Jonathan Leeman

Jonathan jest redaktorem serii książek 9Marks oraz 9Marks Journal. Jest także autorem kilku książek o kościele. Po otrzymaniu powołania do służby uzyskał tytuł M.Div. na Southern Seminary oraz doktorat (Ph.D.) z eklezjologii na University of Wales. Mieszka z żoną i czterema córkami w Cheverly (Maryland, USA), gdzie pełni urząd starszego w Cheverly Baptist Church.
Article
02.06.2026

Jaki jest związek między członkostwem, chrztem i Wieczerzą?

W skrócie: te trzy elementy pozostają względem siebie jak rzeczywistość, znak wejścia do tej rzeczywistości i znak trwania w tej rzeczywistości. Choć analogia nie jest doskonała, możemy myśleć o tym, jak o obywatelstwie (rzeczywistość), akcie urodzenia (znak wejścia) i paszporcie (znak trwania). Albo o członkostwie w drużynie, podpisaniu kontraktu i noszeniu koszulki.

Zatrzymajmy się na chwilę przy analogii obywatelstwa. Pomaga ona zobaczyć, że wszystkie trzy elementy współdziałają i zwykle powinny iść w parze. Nie czyni się kogoś obywatelem, nie dając mu znaku obywatelstwa. I nie daje się znaku obywatelstwa komuś, kogo nie czyni się obywatelem.

Dla bardziej prawniczo i skrupulatnie myślących czytelników analogia ta jest, rzecz jasna, niedoskonała. Temat członkostwa kościelnego musi uwzględniać dynamikę między naszym członkostwem w niewidzialnym Kościele powszechnym a członkostwem w widzialnym kościele lokalnym. To nieco komplikuje sprawę. Poza tym po obu stronach analogii istnieją wyjątki: nie każdy obywatel otrzymuje paszport, jak nie każdy chrzest odbywa się w kościele (np. dworzanin etiopski).

Rozumiem to wszystko.

Niemniej sedno pozostaje takie: te trzy elementy zwykle idą w parze, ponieważ wykonują wspólną pracę. Naszym celem jest więc najpierw uchwycić reguły, zanim rozważymy wyjątki. Zrobimy to, pytając, czym są członkostwo, chrzest i Wieczerza, aby zobaczyć, jak ze sobą współgrają.

Czym jest członkostwo w kościele?

Po pierwsze: czym jest członkostwo w kościele? To rodzaj porozumienia przypominającego przymierze między kościołem (wszystkimi członkami) a pojedynczym chrześcijaninem, czyli między wieloma a jednym. Wielu potwierdza wyznanie wiary jednego. Zobowiązują się także nadzorować uczniostwo tej osoby, a ten jeden poddaje się potwierdzeniu i nadzorowi wielu.

Nie będę tu rozwijał pełnej argumentacji, ale wierzę, że Jezus określa te warunki w Ewangelii Mateusza 16:19 oraz 18:15–20. Wspomniane w 18:19 „uzgodnienie” to związanie lub rozwiązanie. To porozumienie o charakterze sądowym (zob. wersety 16 i 18). Dlatego nazwałbym członkostwo przymierzem lub jeśli ktoś boi się tego słowa porozumieniem przypominającym przymierze (ale pamiętaj: jeśli coś wygląda jak kaczka, to pewnie jest kaczką).

To porozumienie członkostwa przypominające przymierze jest sposobem, w jaki kościół staje przed obywatelami ziemskich narodów i publicznie identyfikuje kogoś jako obywatela niebiańskiego narodu: „Ten należy do nas!” Z kolei obywatel nieba zobowiązuje się żyć swoim niebiańskim obywatelstwem w tej niebiańskiej ambasadzie (kościele) i poprzez nią.

Jak zatem kościoły (ambasady nieba) składają takie wiążące deklaracje?

Czym jest chrzest?

Zaczynają od chrzczenia osoby „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28:19). Chrzest daje komuś plakietkę z napisem: „Jestem z Jezusem”.

Zwykle baptyści (tacy jak ja) definiują chrzest jako publiczne wyznanie jednostki: upamiętania wobec Boga i wiary w Jezusa Chrystusa. Jednak chrzest jest aktem zarówno jednostki, jak i wspólnoty. Dwie strony coś oświadczają, czyli zarówno jeden, jak i wielu. Ochrzczony i chrzczący przemawiają. Oprócz wyznania jednostki chrzest jest kościelnym potwierdzeniem tego wyznania.

Innymi słowy, chrzest jest sposobem, w jaki kościół i jednostka po raz pierwszy podpisują i pieczętują porozumienie członkostwa przypominające przymierze.

„Co mamy czynić?” – zapytał poruszony tłum w Jerozolimie. „Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych” – odpowiedział Piotr (Dz 2:37b–38). A potem czytamy: „Ci więc, którzy chętnie przyjęli jego słowa, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się tego dnia około trzech tysięcy dusz” (w. 41, UBG). Do czego się przyłączyli? Do kościoła w Jerozolimie.

Chrystus zamierza, by ludzie reagowali na ewangelię wewnętrznie – w pokucie – oraz zewnętrznie – w chrzcie. I zwykle zamierza, byśmy byli chrzczeni „w członkostwo” kościoła, jak to miało miejsce w Jerozolimie.

„Ale Księdze Dziejów Apostolskich 2 nic nie mówi o członkostwie!” – ktoś zaprotestuje. Chybiasz sedna. Sedno jest takie, że „oni” wiedzieli, kim są „oni”. Chodziło o te trzy tysiące dusz, a nie resztę mieszkańców Jerozolimy. Te trzy tysiące osób, nazwijmy ich: Franek, Bartek, Alicja itd., to „my”. To członkowie kościoła jerozolimskiego.

Jak więc rozpoznajemy członków w sposób ciągły? Co, jeśli ktoś zaczyna żyć jak świat?

Czym jest Wieczerza Pańska?

To prowadzi nas do Wieczerzy Pańskiej. Jeśli chrzest jest aktem urodzenia, to Wieczerza jest paszportem. Jeśli chrzest jest podpisanym kontraktem, Wieczerza jest koszulką drużyny. Jeśli chrzest jest frontowymi drzwiami do członkostwa, Wieczerza jest trwającym posiłkiem rodzinnym dla członków.

Dlatego wiele historycznych baptystycznych wyznań wiary stwierdza: „Chrzest jest warunkiem wstępnym przywilejów członkostwa kościelnego i Wieczerzy Pańskiej”.

Kluczowe jest to, że to posiłek rodzinny. Wieczerza to nie turbo-doładowany czas modlitwy między tobą a Jezusem, który akurat odbywa się w sali pełnej ludzi. To nie wydarzenie z zamkniętymi oczami. To raczej wydarzenie z oczami otwartymi, więc rozejrzyj się po braciach i siostrach. Posłuchaj Pawła: „My bowiem, choć liczni, jesteśmy jednym chlebem i jednym ciałem, bo wszyscy jesteśmy uczestnikami jednego chleba” (1Kor 10:17; zob. też 11:29.33). Uczestnictwo w jednym chlebie objawia, pokazuje, rozświetla, kto należy do jednego ciała.

Wieczerza odsłania kościół. Kieruje reflektor na wspólnotę i mówi: „Oto, świecie, Kościół”. Czyni niewidzialny Kościół widzialnym.

Dlatego w zakładaniu nowego kościoła przyjmowanie Wieczerzy, wraz z głoszeniem Słowa, jest najważniejszą rzeczą, jaką możemy robić. Tak zrobił mój kościół (Cheverly Baptist) stając się kościołem. Zanim przyjęliśmy Wieczerzę, byliśmy zgromadzeniem chrześcijan. Gdy ją przyjęliśmy – pstryk! – staliśmy się kościołem.

Dla was, zakładających kościoły, którzy nadal nazywacie swoją wspólnotę „kościołem w trakcie zakładania”: zgadnijcie co, jeśli przyjmujecie Wieczerzę, jesteście kościołem. Gratulacje! To już kościół!

Jak te trzy elementy współdziałają?

Członkostwo, chrzest i Wieczerza współdziałają, aby osiągnąć ten sam cel: zidentyfikować obywateli Królestwa Chrystusa. Stanowią praktyczny, konkretny i lokalny sposób potwierdzania członkostwa w niewidzialnym, powszechnym Kościele Chrystusa.

Chrzest i Wieczerza są znakami i pieczęciami członkostwa kościelnego. Są znakami, ponieważ je ukazują. Są pieczęciami, ponieważ formalnie je potwierdzają. To mechanizmy dane chrześcijanom przez Boga, by „podpisywać umowę” czy „przybijać pieczęć” na obywatelach Jego Królestwa.

Wszystko to oznacza, że te trzy elementy zwykle idą w parze. Nie czynimy kogoś członkiem bez ochrzczenia go i dopuszczenia do Stołu Pańskiego. I nie dopuszczamy do Stołu kogoś, kogo nie ochrzciliśmy. I nie chrzcimy kogoś, kogo nie zamierzamy uczynić członkiem. Te trzy elementy to zwykle pakiet, ponieważ wszystkie robią to samo: potwierdzają czyjeś obywatelstwo w niebie i członkostwo w ciele Chrystusa.

Krótko o pewności zbawienia i dyscyplinie kościelnej

Chrześcijaństwo nie jest religią skrajnego indywidualizmu, w której najważniejsze jest subiektywne postrzeganie siebie. To religia wspólnoty, w której najważniejsze jest to, kim rzeczywiście jesteśmy, a Bóg używa zarówno naszych wewnętrznych przekonań, jak i zewnętrznych potwierdzeń innych, by lepiej pomóc nam rozpoznać, kim naprawdę jesteśmy.

W związku z tym Bóg używa potwierdzających słów chrztu i Wieczerzy, aby ustanowić nasze członkostwo w kościele oraz udzielić pewności zbawienia. Rzymscy katolicy uczynią to całkowicie obiektywnym poprzez mechaniczne uczestnictwo w sakramentach („Był u spowiedzi i przyjął Eucharystię”). Ewangelikalni nieuczęszczający do kościoła uczynią to całkowicie indywidualnym i subiektywnym („Czy wystarczająco ufam Chrystusowi?”). Właściwy pogląd na pewność zbawienia jest po części indywidualny i subiektywny, a po części wspólnotowy i obiektywny. Jest miejsce dla twojego sumienia i miejsce dla twojego kościoła.

Dyscyplina kościelna zachodzi wtedy, gdy kościół z powodu grzechu i braku upamiętania nie może już dłużej potwierdzać czyjegoś wyznania wiary. Wówczas wyklucza kogoś z członkostwa i od udziału w Stole.

A co z wyjątkami?

Na koniec: dlaczego wspomniałem, że te trzy rzeczy „zwykle” idą w parze, a nie „zawsze”?

W religii misyjnej, w której ewangeliści i misjonarze idą w nowe miejsca, muszą pojawić się wyjątki. Wnioskuję to z kilku fragmentów Nowego Testamentu. Na pustyni nie istniał kościół, by ochrzcić dworzanina etiopskiego. Podobnie jak w Tiatyrze nie istniał kościół, gdy Paweł ochrzcił Lidię. W związku z tym ani dworzanin, ani Lidia nie zostali ochrzczeni przez kościół ani „w członkostwo” kościoła. Oboje byli pierwszymi nawróconymi w danym miejscu.

Jednak takie sytuacje są nadzwyczajne. Chrzty tych trzech tysięcy w Jerozolimie i, jak można przypuszczać, wszystkich po dworzaninie i Lidii, były zwyczajne.

W praktyce zatem kościoły bardzo rzadko powinny chrzcić kogoś, kogo nie włączają do członkostwa. Nie powinny też zasadniczo dopuszczać do Stołu kogoś nieochrzczonego. Wyjątki istnieją, ale istnieją dlatego, że takie są ogólne reguły zamierzone przez Nowy Testament.


Przetłumaczone i opublikowane przez Centrum Edukacji Chrześcijańskiej.